O nas

Czyli jak jeden kłębek włóczki namieszał mi w życiu…

Nie wiem, czy wiesz, ale z wełną trzeba uważać.

Zaczyna się niewinnie. Jeden motek, jakieś druty, wspomnienie jak mama uczyła szydełkować w dzieciństwie. A potem nagle okazuje się, że masz w domu więcej włóczki niż wolnego czasu, wszędzie widzisz potencjalne projekty, a na pytanie „Po co Ci kolejna wełna?” naprawdę trudno znaleźć racjonalną odpowiedź.

Mniej więcej tak zaczęła się moja historia.

I choć po drodze pojawiło się troje dzieci, przewinęło mnóstwo wełny i przytrafiło parę niespodziewanych zwrotów akcji, wszystko zaczęło się od jednej prostej potrzeby…

…żeby trochę zwolnić. A właściwie — żyć trochę WOOLniej…

Zamień kłębek nerwów na kłębek włóczki

woolniej…


Narodziny WOOLniej,
czyli jak nie zwariować…


Wyobraź sobie dom, męża, trójkę małych dzieci (z których najstarsze jest dopiero przedszkolakiem), psa i mnie, próbującą jakoś nad tym wszystkim zapanować.
Brzmi jak przepis na kłębek nerwów?
Dokładnie!
W świecie pędzącym z prędkością światłowodu szukałam sposobu, żeby choć na chwilę się zatrzymać. I znalazłam go w dzierganiu.
Okazało się, że kiedy ręce zajmują się kolejnymi oczkami, głowa może wreszcie trochę odpocząć. A przy okazji powstaje coś, co można założyć, podarować albo po prostu podziwiać z ogromną dumą.
Nawet jeśli są to… 24 skarpetki dla krzeseł w salonie!
Tak, naprawdę je zrobiłam. I tak, byłam z siebie bardzo dumna.
Właśnie z tej potrzeby zwolnienia i miłości do wełny narodziło się WOOLniej.
Chciałam stworzyć miejsce, w którym będę mogła dzielić się swoją pasją i przekonywać innych, że dzierganie nie jest zajęciem wyłącznie dla babć. Że nie trzeba od razu robić swetrów z norweskimi wzorami, żeby poczuć satysfakcję z tworzenia.
I że czasem najlepszym lekarstwem na codzienny chaos jest po prostu kłębek włóczki.
Tak powstało moje motto:
ZAMIEŃ KŁĘBEK NERWÓW NA KŁĘBEK WŁÓCZKI!

I trzymam się go do dziś.


Zmiany,
czyli życie pisze własne schematy…


Przez kilka lat nasze życie toczyło się wokół Tatrawool i kiedy już wydawało mi się, że zaczęłam zarażać innych miłością do polskiej niepokornej wełny, życie postanowiło trochę popruć mi plany.
Nadszedł dzień, w którym zakopiańska przędzalnia zakończyła swoją działalność.
Choć moja miłość do podhalańskiej wełny wcale nie minęła, przyszedł moment, w którym musiałam pożegnać się z Tatrawool.
Co teraz?
Mogłam uznać, że to koniec tej przygody.
Ale umówmy się — wełnoholiczka tak łatwo się nie poddaje.
A już szczególnie taka, która nie wyobraża sobie życia bez farbowania!
Zaczęłam więc szukać dalej.
Odkryłam, że Europa jest pełna niezwykłych wełen. Naturalnych, rustykalnych, czasem nieco dzikich i nieokiełznanych. Dokładnie takich, jakie lubię najbardziej.
Znalazłam wełnę, która najbardziej odpowiada naszemu zamiłowaniu do naturalnych włókien z charakterem i bardzo przypomina Tatrawool.
I tak narodziło się Rustic Fiber.
Nowe możliwości, ale ta sama miłość do wełny.
I oczywiście do farbowania!
Bo choć Tatrawool przestała być dostępna, nasza przygoda z kolorami trwa nadal. Dziś razem z Tatą farbujemy wełnę Rustic Fiber, nadając jej nasze własne, niepowtarzalne barwy.
Bo czasem, kiedy zgubisz oczko, nie trzeba pruć całego swetra. Wystarczy znaleźć sposób, żeby dziergać dalej.


To, co naturalne,
nie musi być idealne…


Mam słabość do rzeczy, które są prawdziwe.
Do wełny, która pachnie wełną. Do naturalnych kolorów, które nie zawsze są idealnie jednakowe. Do włókien, które mają własny charakter i niekoniecznie zamierzają się podporządkować naszym oczekiwaniom.
Nie każda wełna musi być mięciutka jak pluszowy miś.
Niektóre są delikatne, inne szorstkie. Jedne puszyste, inne zwarte i sprężyste. Są takie, które świetnie sprawdzą się w swetrze, i takie, które zdecydowanie lepiej czują się w roli dywanu.
I właśnie to jest w nich fascynujące.
A ja dodatkowo uwielbiam obserwować, jak te różne włókna przyjmują kolory. Jak zmieniają się pod wpływem farbowania, jak potrafią zaskakiwać i jak z każdej partii może powstać coś innego.
Bo choć uwielbiam naturalne odcienie wełny, trudno mi oprzeć się pokusie, żeby trochę na niej pomalować.
Bliskie są mi naturalne materiały, rzemiosło i przedmioty, które nie powstają tylko po to, żeby za chwilę wylądować na dnie szafy.
Nie twierdzę, że wszystko w moim życiu jest naturalne, ekologiczne i idealnie uporządkowane. Kto ma dzieci, psa i dom, ten wie, że rzeczywistość bywa daleka od katalogowych obrazków.
Ale wierzę, że warto dokonywać świadomych wyborów. Doceniać to, co mamy blisko, i otaczać się rzeczami, które naprawdę lubimy.
A wełnę lubię wyjątkowo mocno.


To, co naturalne,
nie musi być idealne…


A to wszystko dzieje się w domu z widokiem na nasze piękne polskie Tatry, gdzie ja i mój mąż Janek, trójka naszych dorastających dzieci, pies, kot, babcia i dziadek, a pomiędzy tym wszystkim, farbowanie, eksperymentowanie z kolorami, kolejne motki, wychodzące spod naszych rąk… I wszystko to przeplata się z normalnym życiem, stertami prania, zadaniami domowymi, grą na gitarze, pracą, dzierganiem, malowaniem i przyjmowaniem przyjaciół ze wstydem za bałagan dnia codziennego… Takie po prostu życie… Woolniej… Choć zwalniania uczymy się nadal każdego dnia 😉
Ale WOOLniej nadal jest podstawą wszystkiego. Celem…
Bo tak naprawdę nigdy nie chodziło tylko o włóczkę.
Chodziło o tę chwilę, kiedy siadasz z drutami i kubkiem kawy, a lista obowiązków może przez moment poczekać.
O przyjemność tworzenia czegoś własnymi rękami.
O satysfakcję z pierwszego udanego projektu, nawet jeśli jest to tylko podstawka pod kubek.
O radość z noszenia czegoś, co zrobiłaś sama.
I o to, żeby w świecie, który ciągle każe nam robić więcej, szybciej i lepiej, czasem pozwolić sobie po prostu pobyć.
Nie obiecuję, że dzięki dzierganiu Twoje życie stanie się idealne. Pranie samo się nie powiesi, obiad nie ugotuje, a dzieci nie zaczną nagle sprzątać swoich pokoi.
Ale jest spora szansa, że po kilku rzędach oczek spojrzysz na to wszystko trochę spokojniej.
A jeśli przy okazji powstanie piękny szal, sweter albo kolejna para skarpetek dla krzesła — tym lepiej!
Rozgość się więc. Weź kubek kawy, wybierz ulubiony motek i zostań na chwilę.
Bo życie naprawdę może być przyjemniejsze, kiedy pozwolimy sobie żyć trochę WOOLniej.
ZAMIEŃ KŁĘBEK NERWÓW NA KŁĘBEK WŁÓCZKI!

TATRAWOOL – Polska wełna,
czyli miłość od pierwszego… drapnięcia…


Z czasem samo dzierganie przestało mi wystarczać.
Zaczęłam interesować się wełną. Nie tylko tym, co można z niej zrobić, ale też skąd pochodzi, jakie ma właściwości i dlaczego jedna jest miękka jak chmurka, a inna potrafi przypomnieć o swoim istnieniu przy każdym dotknięciu.
I wtedy odkryłam polską wełnę z Podhala.
No i przepadłam.
Była surowa, naturalna, sprężysta, czasem trochę szorstka. Nie próbowała udawać kaszmiru ani merino. Była po prostu sobą.
I właśnie za to ją pokochałam.
Zachwyciło mnie, że taki niezwykły surowiec mamy tu, u siebie, w Polsce. Że za tą wełną stoją nasze owce, nasze góry i kawałek naszej tradycji.
Postanowiłam się więc nią podzielić.
I tak pojawiła się Tatrawool — polska, podhalańska wełna.
Ale na tym się nie skończyło. Bo kiedy już pokochałam wełnę, zapragnęłam nadać jej własne kolory.
Zaczęłam farbować.
Najpierw było eksperymentowanie, mieszanie barw i sprawdzanie, co z tego wszystkiego wyjdzie. A potem okazało się, że odkryłam kolejną miłość, bez której nie mogę żyć.
Malowanie na wełnie wciągnęło mnie bez reszty.
Bo farbowanie to dla mnie coś więcej niż nadawanie włóczce koloru. To zabawa, tworzenie, niekończące się możliwości i ta ekscytacja, kiedy okazuje się, że z pozornie zwykłego motka powstało coś zupełnie wyjątkowego.
Chciałam pokazać, że wełna nie musi być idealnie gładka, żeby była wspaniała. Że naturalne kolory są piękne, ale równie pięknie potrafi wyglądać ubrana w barwy, które podpowiada nam wyobraźnia.
I właśnie ta miłość stała się z czasem podstawą całej działalności WOOLniej.
A że farbowanie wciąga, to wciągnęłam w nie również mojego Tatę. I tak już nam zostało!
Tak, jesteśmy rodzinnym duetem od kolorowych motków! Wspólnie farbujemy, eksperymentujemy i sprawiamy, że naturalne włókna nabierają zupełnie nowego charakteru.
Ale na Tacie się nie skończyło!
Na targi dziewiarskie jeżdżę z moim mężem Jankiem, więc można powiedzieć, że WOOLniej to już pełnoprawny rodzinny pasjobiznes.
Jedni farbują, inni pakują, jeszcze inni jeżdżą po Polsce z walizkami pełnymi włóczki. A wszystko dlatego, że kiedyś chciałam po prostu trochę zwolnić.
No cóż… z tym zwalnianiem różnie bywa, ale przynajmniej robimy to, co kochamy! A dzieci rosną 😉


Fiberita,
czyli czasem trzeba się trochę porozpieszczać…


Choć rustykalna wełna na zawsze zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, moja miłość do naturalnych włókien nie zna granic.
Czasem człowiek ma ochotę na coś delikatnego, mięciutkiego i odrobinę luksusowego.
I właśnie z tej potrzeby odkrywania kolejnych pięknych włókien pojawiła się Fiberita.
To świat wyjątkowych, przyjemnych w dotyku włóczek, w którym obok wełny swoje miejsce znalazły również jedwab, len, bawełna czy tencel.
Naturalne i szlachetne włókna, różne faktury, inne właściwości i zupełnie nowe możliwości tworzenia.
Bo przecież malować można na różnych powierzchniach.
Czasem potrzebujemy czegoś solidnego, rustykalnego i z charakterem, a czasem marzy nam się miękkość, lekkość i delikatność.
I ja doskonale rozumiem jedno i drugie.


Zawsze WOOLniej…


Dziś, kiedy patrzę na tę historię, widzę, że choć wiele się zmieniło, wszystko nadal kręci się wokół tego samego kłębka.
WOOLniej było pierwsze. Powstało z potrzeby zwolnienia i znalezienia odrobiny spokoju w codziennym chaosie.
Tatrawool było moim sposobem na podzielenie się miłością do polskiej, podhalańskiej wełny. To od niej zaczęła się też moja wielka przygoda z farbowaniem.
Rustic Fiber pozwoliło mi kontynuować tę przygodę, kiedy musiałam poszukać nowych wełnianych ścieżek.
Fiberita otworzyła przede mną świat miękkich, delikatnych i luksusowych włókien, które również potrafią skraść serce.

I’M A YARNAHOLIC ON THE ROAD TO RECOVERY
JUST KIDDING…
I’M ON THE ROAD TO YARN STORE!
😉

NIECH PRZEMÓWIĄ LICZBY

Od 2018 roku farbujemy i dostarczamy polską wełnę do polskich domów…

1000+

Ponad tysiąc zrealizowanych zamówień…

99%

Usatysfakcjonowanych klientów…

500+

Ponad pół tony polskiej wełny wysłanej do klientów

CO możesz zrobić z wełny owczej?

Co tylko wyobraźnia Ci podpowie, możesz tkać, filcować, dziergać, a nawet nawozić swój ogród… Wełna to cudowny, naturalny surowiec, w którym zakochasz się jak ja…

RĘCZNIE FARBOWANA WEŁNA OWCZA

KOChAMY TO CO NATURALNE i PRAWDZIWE

Przewijanie do góry